Każdy z nich daje zdanie po swojemu. .

- Ona cię nienawidzi. - Beth ledwie mówiła. - Bez przerwy powtarzała coś na temat rewanżu. Jest opętana chęcią sprawienia ci cierpienia.. W razie czego, nie można robić takich niedorzeczności - powiedział Chaim, zapalił papierosa i szedł w milczeniu. Daleko na lewo w ciemności zawyły dwa krzyki kobiece i strzał. Na niebie i ziemi zakłębiła się biel, zaczął sypać śnieg, układając się w ścieżyny na bruzdach i pod miedzami. I wszystko to - opowiadał - przywodziło na pamięć jakieś obrazy z książek szkolnych: czerwoną latarkę budnika, łyżwiarzy z fioletowymi nosami, zjeżdżanie z pagórka na klepkach, starych skrzynkach i torbach ceratowych; przytulone pod śniegiem ciepłe chatki ze światłem szczęścia rodzinnego, iskierki Bożego Narodzenia, zmrok z dzwonkami. Szli w stronę plebanii, na wschód Huciska, borykając się ze śniegiem i wiatrem. Dolina rozmokła ostatnią odwilżą, nogi grzęzły w syczący torf. Chaim przystawał, słuchał, badał wzrokiem najbliższy kawał ziemi. Niewielka rozległość drżącej pod nogami, a dalej zasnutej czernią ziemi - wszystko wydawało się potopem i że on i Dudi są jedynymi ludźmi pozostałymi przy życiu, a tam dalej nie ma nic. Wstrząsany dreszczem wziął rękę Dudi i rzekł do niego: - Nic, jakoś dojdziemy. - I nic prócz szumu wiatru, ni krzyku, ni strzału, ni światła, jak oko blizną zamknięte na zawsze. Raptem, jak w strasznym śnie, posłyszał za sobą prędkie kroki. Odwrócił się - a ten obcy był już blisko - olbrzymi mężczyzna. Szedł prędko, prawie biegł i mijał ich w ciemności. Chaim zawołał: - Kierasiński?. - Był najbardziej eleganckim jeźdźcem, jakiego kiedykolwiek widziałam - mówi. Był jakby zrośnięty z koniem; kiedy jeździł na łąkach w pobliżu hotelu Hilton, tak wiele osób zatrzymywało się, aby mu się przyglądać, że na drodze robił się zator. Ostatnio w Waszynktonie pojawił się syn innego carewicza Aleksego, który twierdzi, że jego ojciec zginął w Chicago z rąk agentów KGB. Twierdzi także, że odbył potajemne spotkania z wiceprezydentem Danem Quayle'em i sekretarzem stanu Jamesem Bakerem, którzy powiedzieli mu: "Wiemy, kim jesteś. Bądź w pogotowiu".. Minęły cztery miesiące. Wróciłem do siebie. Hallahan zostawił kierowców ich własnemu losowi i zszedł ze skrzyżowania, by powitać mnie pytaniem:- Gdzie pan się podziewał?. W międzywojennych czasach wydać książkę nie było rzeczą łatwą. Toteż pierwszy zbiór moich felietonów, złożony z samych pyskówek i opatrzony tytułem Znakiem tego..., odleżał się trochę, zanim znalazłem wydawcę. Zwróciłem się najpierw do ruchliwej, poważnej firmy Przeworskiego. Ale kierownik, pan Igrek, odpowiedział mi, że felietonów niżej Nowakowskiego Przeworski nie wydaje. Połknąłem pigułkę i wrzuciłem maszynopis do szuflady, niech leży. Jednak życzliwe dusze pomogły. Miła moja koleżanka redakcyjna Karolina Beylin, stale współpracująca z taką potęgą wydawniczą jak przedwojenny "Rój", powiedziała mi kiedyś: - Wiesz, ja ci to załatwię.. Duchowieństwa zrobili sobie narzędzie swego samowładztwa,.